Olympusa E-P1 przekazaliśmy na kilka dni Tomkowi Sikorze - fotografowi, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Tomek fotografował cyfrowym PENem ludzi i ulice warszawskiego śródmieścia. Napisał nam dosłownie kilka słów opinii, ale i tak najważniejsze są zdjęcia zrobione E-P1. Zobaczcie sami.
Tomek Sikora o Olympusie E-P1
Pierwsze wrażenie wizualne - znakomite. W rękach czuje się jego solidność przez wagę. To "prawdziwy" aparat.
Dla wielu pasjonatów fotografii niedysponującymi fotoszopem świetnym pomysłem jest oferta ART, która rozszerza standardowe opcje warsztatowe. Można więc obejrzeć świat odkrywczo w dużym kontraście, rozmiękczeniu, delikatnym kolorze czy wreszcie bardzo intensywnych barwach od razu w aparacie.
 fot. Tomek Sikora, kliknij, żeby pobrać oryginalny plik
Dla mnie najciekawsza była zabawa w programie czarno-białym, z dużym ziarnem i kontrastem. Przypomina mi to efekty używanego przeze mnie przed laty filmu Kodaka 3200 ASA forsowanego w procesie wywoływania do 6400 ASA, a więc: duży kontrast, potężne ziarno i zanik szczegółów w cieniach i światłach.
 fot. Tomek Sikora, kliknij, żeby pobrać oryginalny plik
 fot. Tomek Sikora, kliknij, żeby pobrać oryginalny plik
 fot. Tomek Sikora, kliknij, żeby pobrać oryginalny plik
Dla mnie, autora animacji fotograficznych bezcenna jest też funkcja filmu.
Z wymiennym obiektywem - zoomem można już ruszać w "świat".
W sumie aparat oceniam pozytywnie.
Poniżej jeszcze kilka zdjęć z kilkudniowej pracy Tomka Sikory z aparatem.
 fot. Tomek Sikora, kliknij, żeby pobrać oryginalny plik
 fot. Tomek Sikora, kliknij, żeby pobrać oryginalny plik
 fot. Tomek Sikora, kliknij, żeby pobrać oryginalny plik
 fot. Tomek Sikora, kliknij, żeby pobrać oryginalny plik
 fot. Tomek Sikora, kliknij, żeby pobrać oryginalny plik
|